Podróże

Osobliwości Hamburga

Fotografia, Podróże | 0 Komentarzy

hamburg-natalia-kalina-01

W Hamburgu spędziłam zaledwie kilka dni urlopu i było raczej hardkorowo ;) Dojazd autokarem zajmuje mordercze 14 godzin, na miejscu utopiłam iPhone’a, okazało się też, że Niemcy nie mówią ni w ząb po angielsku – byłam odcięta od cywilizacji, nie wiedząc też co do mnie mówią ani co słyszę. Miałam jednak wspaniałych gospodarzy, którzy postarali się, abym przynajmniej w końcu się najadła i wyspała oraz wszystko dokładnie zwiedziła. Na szczęście z nimi dało radę porozumieć się po rosyjsku, angielsku, polsku i gdybym chciała to i po azersku.

Pierwsze wrażenie: najczystsze miasto, jakie w życiu widziałam. Ani papierka na chodniku, ba – nie ma nawet grafitti! Jedyne jakie znalazłam to uśmieszki naszprejowane na paru budynkach. Wszystko ładne, zadbane, niekaprawe i jakieś takie jak nowe. Jakby całe miasto było jedną wielką atrapą, którą postawili rok temu na potrzeby niemieckiej wersji Beverly Hills 90210. Najbardziej podobały mi się domy na klifie nad Łabą. Sprzedałabym nerkę, żeby tam pomieszkać…Super też są stare spichlerze z knajpkami nad rzeką, piękny rynek i oczywiście Apple Store ;p Miałam też cały czas nieodparte wrażenie, że nie ma nigdzie ludzi, a ci którzy spacerowali po mieście byli jak postaci wycięte z żurnala. W pamięci utkwił mi pan w metrze, delikatnie strzepujący niewidoczny pyłek z rękawa. Jadąc tam miałam nadzieję na streetphoto jak rok temu w Paryżu, ale absolutnie nie dało rady…gdybym mogła porównać, to Paryż jest takim tyglem wariatów gdzie wystarczy się parę razy obrócić i masz już gotowy materiał, a Hamburg to powolne i dostojne miasto, w którym powinno się odpoczywać na plaży popijając piwko.

Kolejne konkluzje: Ze świecą szukać sklepu spożywczego , nie ma też centrów handlowych (no są ze dwa, w centrum jest jedno). Dobrze jednak jest znać niemiecki – przydaje się do zbluzgania kelnera. Wszędzie są prześliczne odrestaurowane stare samochody i jeździ mnóstwo Fiatów 500. W niedzielę mają wszystko pozamykane, a najfajniejszy katolicki kościół znajduje się wśród burdeli ;)

Muszę jeszcze tam wrócić i poczuć to miasto, nie latając z aparatem jak wariat.

Więcej